Łyk zamiast butelki kortyzolu

Pandemia koronawirusa i cała związana z nią zawierucha jeszcze wyraźniej pokazały, że współcześnie jedną z kluczowych umiejętności jest zdolność do radzenia sobie ze stresem. Wojciech Eichelberger w artykule "Świat z dykty" argumentuje, że za rozpowszechnienie się wirusa odpowiada także spadek naszej odporności. Przyczyną tego spadku jest stres.



Stres jest częścią życia i nie możemy zupełnie wyeliminować go z naszej codzienności. Nie byłoby to nawet dobre. Napięcie pobudza nas i mobilizuje do działania. Jeśli o stresującej sytuacji myślimy w pozytywnych kategoriach - jako o wyzwaniu czy okazji, aby zrobić coś, czego pragniemy - stres może mieć nawet pozytywny wpływ na nasze zdrowie. Nie jest też problemem, jeśli po momentach stresu przychodzi czas odpoczynku i regeneracji.


Problemy zaczynają się, gdy stres jest chroniczny. Przewlekłe napięcie jest niszczące dla organizmu człowieka. Dosłownie! Może być przyczyną fizycznych uszkodzeń w narządach, spadku odporności czy chorób układu krążenia. Może też przyczyniać się do obumierania komórek nerwowych w mózgu. Za te negatywne skutki odpowiada między innymi zbyt długo utrzymujący się wysoki poziom hormonów stresu w naszym organizmie, w tym tytułowego kortyzolu.


Jak to jest, że żyjemy w bardziej komfortowych warunkach niż nasi rodzice i dziadkowie, a na co dzień wydajemy się być o wiele bardziej zestresowani niż oni, gdy byli w naszym wieku? Uważam, że jedną z najważniejszych przyczyn jest ilość napływających do nas informacji oraz to, że w olbrzymiej mierze to informacje o katastrofach, gwałtach i przestępstwach. Pandemia pokazała to bardzo wyraźnie.



Do psychologów zgłaszało się wiele osób, które czuły bardzo wysoki lęk i nie mogły normalnie funkcjonować. Jest to zrozumiałe w czasie powszechnego zagrożenia, jednak wiele z tych osób było zupełnie zdrowych, a główną przyczyną ich bardzo wysokiego lęku było częste zaglądanie na portale internetowe oraz oglądanie kanałów informacyjnych. W mediach roiło się od katastroficznych wizji trwającej w nieskończoność pandemii i upadku gospodarki. Jeden z portali biznesowych przedstawił prognozy mówiące o spadku globalnego PKB i opatrzył je fotografiami przedstawiającymi... zrujnowane w apokalipsie miasta!


Zostawmy na boku pandemię, która jest wyjątkową sytuacją. Miejmy nadzieję, że już niedługo wrócimy do normalności. Możemy być za to pewni, że media dalej będą nas okładać wiadomościami wywołującymi lęk i wrażenie, że świat rozpada się w rękach. John Eldredge, jeden z moich ukochanych autorów, w książce "Get your life back. Everyday practices for a world gone mad" słusznie zwraca uwagę, że nikt z nas nie jest przystosowany do tego, aby zajmować się i troszczyć o cały świat. Media kładą nam na barki ciężar, którego nie jesteśmy w stanie dźwigać.


To nie jest zachęta do bierności, ale do mądrej aktywności. Do tego, aby wybierać to, czym karmimy się na co dzień. Do skupienia uwagi na tym, co najważniejsze. Do dostrzegania tego, co dobre. I do tego, aby nie zajmować się wszystkim naraz. Wielozadaniowość jest mocno przereklamowana i nie sprawdza się. Badania z zakresu neuronauki pokazały, że przełączanie się między aktywnościami jest bardzo energochłonne dla naszego mózgu. Z kolei przeładowanie bodźcami może nawet prowadzić do obumierania komórek nerwowych.



Dlatego ostatnio tak popularne stają się warsztaty na temat uważności (ang. mindfulness). Uważność to po prostu skupianie się na jednej rzeczy w danym momencie. Bycie w pełni tu i teraz. Bo jak odkrył William James, najlepszą receptą na stres jest umiejętność zajmowania się jedną myślą w danej chwili. Można ją trenować na przykład tak:


  1. Usiądź wygodnie z prostymi plecami. Zamknij oczy.

  2. Przez 5-10 minut koncentruj swoją uwagę na swoim oddechu. Ja lubię też koncentrować się na dźwiękach, które słyszę.

  3. Jeśli przychodzą Ci do głowy jakieś myśli, po prostu pozwalaj im "przepływać". Niech przychodzą i odchodzą.


Proste, prawda? Wystarczy kilka minut takiej praktyki, aby obniżyć poziom stresu i skoncentrować uwagę tak często "rozrywaną" przez dziesiątki spraw. Na początku uspokojenie umysłu może stanowić wyzwanie, ale nie zniechęcaj się. Z czasem będzie Ci łatwiej. Na taki trening możesz wykorzystać nawet 5-minutową przerwę w pracy. Tego typu praktyka uważności jest neutralna religijnie i jest po prostu dbaniem o higienę umysłu.

Jak sobie radzicie ze stresem w tym szczególnym czasie? Niezależnie od tego, czy w czasie pandemii czy nie, pamiętajcie, aby dawkować kortyzol. A czasem po prostu zrobić sobie od niego wolne. Miejcie się dobrze!

Napisz do mnie

PEŁNIA ŻYCIA

psychoterapia | life coaching

  • Mój profil na Facebooku
  • Mój profil na LinkedIn
  • Mój profil na Instagramie

kontakt@pelniazycia.net
+ 48 695-608-826